- Występując w charakterze trenera przeciwko niemu zawsze bałem się, że może mojemu zespołowi strzelić bramkę. Jest to piłkarz, który będzie pasował do naszej charakterystyki. Liczę na to, że kiedy dostanie szansę ciągłego grania, to będzie grał co najmniej tak, jak w Wodzisławiu Śląskim, że będzie nam strzelał bramki – mówi trener Rafał Ulatowski. O kim? O Ilijanie Micanskim, błyskotliwym Bułgarze, który w nadchodzących rozgrywkach ma być głównym egzekutorem Zagłębia.
- Dziwny z Ciebie napastnik. Masz bowiem naprawdę niebanalne umiejętności, a w Polsce, jak dotąd, kariery nie zrobiłeś. Dlaczego? - Wydaje mi się, że to, co osiągnąłem przez trzy lata gry w Polsce nie można rozpatrywać w kategoriach sportowej porażki. Nie jest to ani dużo, ani też mało. Dla mnie tak naprawdę jest to dopiero początek kariery. Niewątpliwie przez te trzy lata nabrałem doświadczenia i liczę na to, że bogatszy o nie, pokażę w Zagłębiu na co mnie stać. Bo dyspozycja, którą czasami prezentowałem na polskich boiskach pokazała kibicom, ekspertom, że mam pewne umiejętności, ja zaś wierzę, że moja kariera rozwinie się jeszcze w prawidłowym kierunku.
- A z czego to wynika, że nie szło Tobie tak, jak zakładałeś, za wyjątkiem okresu gry w Amice Wronki i Odrze Wodzisław Śląski? Myślę tu zwłaszcza o Twoim pobycie w Poznaniu i Kielcach. - Odpowiedź na to, dlaczego w Lechu i Koronie nie strzelałem bramek jest tylko jedna – bo tam tak naprawdę nie grałem. Myślę, że zawodnikowi, który permanentnie przesiaduje na ławce rezerwowych szalenie ciężko jest strzelać bramki. Nie mogę powiedzieć, że wina za to, że mi nie szło leży wyłącznie po stronie trenerów, myślę, że leży ona gdzieś pośrodku. Powiem jednak, że z mojej strony robiłem wszystko, żeby dobrze grać i strzelać bramki. I tam, gdzie dostawałem szansę, ta sztuka mi się udawało. Chcę jednak zauważyć, że otrzymanie prawdziwej szansy wiąże się z tym, że zagrasz w kilku spotkaniach, nie zaś tylko w jednym. Tak było w Odrze, czy wcześniej w Amice, gdzie szkoleniowcy powiedzieli mi jasno: Liczymy na Ciebie. Dla mnie to zaufanie jest najważniejsze. A taka sytuacja, gdy wchodzisz na piętnaście minut i masz strzelić bramki? Dla mnie to nie jest szansa.
- Z perspektywy czasu żałujesz czegoś? Masz coś sobie do zarzucenia? - Mnie się wydaje, że przejście do Korony było moim błędem. Pomny tego doświadczenia nie jestem już człowiekiem, który ślepo wierzy ludziom we wszystko to, co oni powiedzą. W Koronie zapewniano mnie, że zostałem ściągnięty po to, by grać w pierwszym składzie, ale już na miejscu okazało się, że jestem ściągnięty jako rezerwowy, alternatywa dla tych, którzy ewentualnie złapią kontuzję. Padłem ofiarą kłamstwa ze strony niektórych ludzi. A Lech? Cóż mogę powiedzieć. Dostałem pięć okazji, gdy wchodziłem do zespołu, ale się nie udało, a tego następstwem był fatalny dla mnie okres. Czasami tak jest.
- Jesteś zadowolony z tego, jak układa się Twoja kariera. - Tak. Przyjechałem do Polski jako król strzelców drugiej ligi bułgarskiej. Miałem wówczas dużo ofert, a ostatecznie zdecydowałem się na występy w Amice Wronki. Z perspektywy czasu uważam, że to najlepszy wybór, jakiego mogłem dokonać. Później był czas trochę słabszy, ale trudno się dziwić, skoro właściwie w ogóle nie grałem. Z kolei podczas ostatnich sześciu miesięcy, gdy grałem w Odrze Wodzisław, znów ustabilizowałem formę na dobrym poziomie, a tego następstwem były oferty dla mnie, jakie się pojawiły. Myślę, że jak z moim zdrowiem jest wszystko w porządku, a mogę poza tym liczyć na zaufanie ze strony trenera, wówczas pokazuje na co mnie stać.
- Masz żal do trenera Smudy? - Ja nie mam po co wylewać żali. Trener ma swoich ulubionych zawodników na których on stawia, prezentujących styl, jaki on preferuje. Ja do koncepcji Franciszka Smudy nie pasuję. Nie ma jednak, co rozpaczać. To jest tylko jeden trener, który nie widzi we mnie potencjału, na świecie, w Polsce jest wielu innych trenerów, lepszych, gorszych. Dla mnie to jest tylko jeden człowiek, a jeśli twierdzi, że ja mu piłkarsko nie pasuję, to w porządku, ja zaś nie muszę się zgadzać z taką opinią. Na szczęście jest wielu szkoleniowców, którym podoba się to, co prezentuję na boisku.
- Miałeś z trenerem Smudą szczerą rozmowę, podczas której wyjaśnił Tobie powód, dlaczego nie widzi dla Ciebie miejsca w swojej drużynie? - Rozmowa miała miejsce przed moim odejściem do Korony Kielce. Wówczas trener Smuda powiedział mi, że lubi starszych zawodników, mających większe doświadczenie i to na nich będzie stawiał. Ja powiedziałem: OK.. Skoro jest takie nastawienie szkoleniowca do mojej osoby, to ja odszedłem gdzie indziej, wówczas do Korony. Tam szukałem swojej szansy.
- Powiedziałeś, że w Koronie pewni ludzie Cię oszukali. Kto konkretnie? Trener Ryszard Wieczorek? Działacze? - Nie, nie trener. Myślę, że wina była po stronie ówczesnych działaczy. Przede wszystkim zrobiłem jeden błąd, którego już nigdy nie powtórzę. Zanim przeszedłem do Kielc, rozmawiałem wyłącznie z działaczami, nie odbyłem natomiast żadnej rozmowy z trenerem Ryszardem Wieczorkiem. Menadżerowie i działacze mówili, że bardzo mnie chcą, ale, jak już mówiłem, na miejscu okazało się, że jest zupełnie inaczej.
- Trener Ulatowski będzie na Ciebie stawiał? - Myślę, że w ciągu ostatnich sześciu miesięcy zawiesiłem sobie poprzeczkę na dość wysokim poziomie. Jestem zadowolony z dyspozycji, jaką prezentowałem, ale stać mnie na jeszcze więcej. Przyjechałem do Lubina po to, by regularnie grać i strzelać bramki. To, że jestem w Zagłębiu jest wyłącznie zasługą trenera, który kilkakrotnie do mnie dzwonił i zapewniał, że widzi dla mnie miejsce w swojej drużynie. Wierzę trenerowi Ulatowskiemu i dlatego z chęcią będę grał w prowadzonej przez niego drużynie.
- Jak postrzegasz drużynę Zagłębia? - Tak jak wielu ludzi w Polsce. Jako obcokrajowiec patrzę trochę inaczej, zawsze patrzyłem na to, kto jak gra. Przez te trzy lata wyrobiłem sobie pewną opinię na temat układu sił w polskiej lidze. Wydaje mi się, że najlepszą piłkę gra Wisła Kraków, także Amika Wronki, gdy jeszcze grałem w tym zespole. A Zagłębie Lubin w ciągu ostatnich lat pokazało, że nie jest drużyną przypadkową, o czym świadczą sukcesy, jakie osiągał ten klub, a także efektowny styl gry, jaki prezentowała drużyna.
- Michał Chałbiński, Dawid Plizga, Piotr Włodarczyk, Wojciech Kędziora, w ataku mogą także grać Damian Piotrowski, Szymon Pawłowski, czy Michał Zapaśnik. Całkiem spora konkurencja w walce o plac. Nie boisz się powtórki z Lecha i Korony? - Nie, nie boję się. Do Korony, podobnie jak do Odry byłem jedynie wypożyczony, Zagłębie zaś wykupiło moją kartę zawodniczą za sumę, która – w moim odczuciu – jest wysoka jak na polskie standardy. To dowodzi, że w Lubinie wiążą z moją osobą duże nadzieje. Mam trzy lata, podczas których muszę udowodnić swoją wartość. Ja już od samego początku ostro zabiorę się do pracy. Liczy się dla mnie każdy trening, a także sparingi, jakie rozegramy. Chociaż czasami bywa tak, że w grach kontrolnych nie idzie, a później w lidze wręcz odwrotnie. A jeśli chodzi o konkurencję, to mogę powiedzieć, że w każdym polskim klubie, w jakim grałem miałem do czynienia z wieloma świetnymi piłkarzami grającymi na mojej pozycji. Uważam, że obojętnie gdzie grasz, zawsze musisz walczyć o swoje.
- Jakiego napastnika z polskiej ligi cenisz najbardziej? - Ciężko powiedzieć… Oprócz mnie, hmm… (śmiech)
- A może Hristo Stoichkov? - (śmiech)
- Czego nauczył Cię pobyt w Polsce? - Nauczyłem się dyscypliny taktycznej, która była mi bardzo potrzebna na boisku. Ponadto zacząłem większą wagę przywiązywać do przygotowania fizycznego. Bo jak wiadomo w Polsce na tym aspekcie opiera się piłka nożna. W polskiej lidze jest więcej siły fizycznej niż techniki, ale to, biorąc pod uwagę mój styl gry, pasuje mi.
- Co możesz dać Zagłębiu? - Wiadomo po co tutaj jestem. Uważam, że ja mogę dać dużo Zagłębiu, ale też mój nowy klub może dać bardzo dużo mi. Dlatego zdecydowałem się tutaj przyjść.
- Zdajesz sobie sprawę z tego, że z Twoją osobą wiązane są spore nadzieje? W Wodzisławiu Śląskim, gdzie grałeś ostatnio, prezentowałeś się nieźle, ale wydaje się, że możesz grać jeszcze lepiej i tym samym zdobywać więcej goli. - Strzeliłem w Odrze pięć bramek w lidze, plus dwie w pucharach. Stać mnie na więcej. Myślę, że jak będę zdrowy, udowodnię to.
- Wiesz także dobrze o tym, że nad Zagłębiem ciąży widmo karnej degradacji. Uśmiecha się Tobie gra w II lidze? - Przyszedłem tutaj z bardzo pozytywnym nastawieniem i obojętnie, co to będzie, czy będziemy grać w drugiej lidze, czy pierwszej, ja na swoją grę w Zagłębiu Lubin będę tak właśnie patrzył. Uważam, że nic tego nie zmieni.
---------------------------------- Gdy regularnie gra, strzela bramki
Od momentu, kiedy przyjechał do Polski, pokazał, że potrafi strzelać bramki, ale tak naprawdę w żadnym klubie trener na niego nie stawiał. Dopiero w Odrze Iljan Micanski może liczyć na spory kredyt zaufania, który już od początku jego przygody z klubem zaczyna spłacać.
Do Polski przyjechał przed sezonem 2005/06 jako król strzelców drugiej ligi bułgarskiej w barwach Pirin Błagojewgrad. Pierwszy sezon na naszych boiskach miał niezły, bowiem w Amice Wronki w 17 spotkaniach zdobył 6 goli. Później jednak zaczęły się schody. Jesienią 2006 w Lechu Poznań zagrał jedynie w 3 meczach, a władze „Kolejorza” wypożyczyły go za darmo na rok do Korony Kielce. Jednak w drużynie „Scyzoryków” także nie zaistniał i do Stolicy Wielkopolski wrócił jak niepyszny. U Franciszka Smudy nie miał szans na grę. - - U mnie w Lechu też dostawał szanse, grał w wielu meczach kontrolnych, ale mu nie wychodziło. A w Poznaniu nie ma czasu na czekanie, jest ogromna presja na wynik. W Wodzisławiu jest łatwiej - wszystko jest akceptowane, nieważne, czy się wygra, czy przegra - przekonuje szkoleniowiec Lecha, ale Bułgar ripostuje. - Dla mnie moja forma nie jest zaskoczeniem. Zawsze wierzyłem we własne umiejętności. Po prostu teraz dostałem więcej szans, żeby się pokazać, i spokój – mówi Micanski, który w nowym klubie prezentuje się znakomicie. Zdobył trzy gole w dwóch meczach ligowych: z Widzewem Łódź (3:4) i Koroną Kielce (1:0). Zwłaszcza trafienie w starciu z byłym pracodawcą znamionowało instynkt snajpera – Micanski w zamieszaniu podbramkowym wykazał się największym sprytem. – To napastnik, którego piłka szuka w polu karnym, a to rzadka sztuka – mówi trener Odry, Janusz Białek. Trener Smuda twardo jednak obstaje przy swoim. - Duże brawa dla Iljana, że nareszcie zapalił i strzela, że piłka sama szuka go w polu karnym. My w Lechu preferujemy jednak grę kombinacyjną, a on do niej nie pasował – mówi szkoleniowiec, lecz napastnik, imponujący także dynamiką i szybkością odpowiada. - Ktoś, kto dokładnie śledzi polską ligę, wie doskonale, ile ja miałem szans w Poznaniu. Nie mówię, że nie było ich wcale, ale niewiele. Co ciekawe, za Micanskim obstawał… kapitan Lecha, Piotr Reiss. - Uważam, że w Lechu Micanski trochę za wcześnie został skreślony. Ale to nie ja decyduję w jego sprawie. Nie dostał zbyt wielu szans na grę i dlatego ciężko mu było się przebić do pierwszego składu.
Jedno nie ulega wątpliwości - Micanski jest kolejnym świetnym napastnikiem (po Sosinie, Saganowskim, Chmieście), który w Wodzisławiu Śląskim skierował swoją karierę na właściwie tory. Miał bardzo dobrą wiosnę, w której strzelił 7 bramek. W lepszym zespole stać go jednak na jeszcze więcej. Teraz w Lubinie musi potwierdzić, że jest napastnikiem nietuzinkowym. Szansę na pewno otrzyma.
[WW / Zagłębie Lubin SSA]
 |