Sprowadzenie Serba Milana Jovanicia zakończyło ciągnący się w nieskończoność serial pod tytułem "Wisła Kraków szuka bramkarza. 24-letni zawodnik zamiast trenować pod Wawelem miał być w Republice Południowej Afryki na mistrzostwach świata. Ponoć powołanie obiecał mu selekcjoner serbskiej kadry Radomir Antić, ale słowa nie dotrzymał.
Jovanić mógł grać zarówno w kadrze Serbii, jak i Bośni. Pierwsi odezwali się Bośniacy, ale on postanowił poczekać. - Wtedy zadzwonił do mnie trener bramkarzy reprezentacji Serbii, Rade Zalad. Powiedział, że trener Radomir Antić chce mnie sprawdzić w towarzyskim meczu z Japonią - opowiada nowy zawodnik Wisły w rozmowie z "Przeglądem Sportowym".
Z Japończykami Jovanić zagrał 4 minuty, ale mimo to bardzo liczył na wyjazd do RPA. - Antić zapewnił mnie, że na 99 procent jadę na mistrzostwa świata jako trzeci bramkarz. Drugim miał być Żeljko Brkić. Jak widać, stało się inaczej... żaden z nas nie pojechał - mówi 24-letni bramkarz.
Z tego co mówi Jovanić wynika, że Antić po prostu go oszukał, składając obietnicę bez pokrycia. Zawsze może się wytłumaczyć, że przeważył ten jeden procent. A nowy piłkarz Wisły Kraków mógł w piątek cieszyć się z kolegami z sensacyjnego pokonania Niemców. Zamiast niego cieszył się bramkarz Zagłębia Lubin Bojan Isailović. Ale Jovanić jest przekonany, że jego czas nadejdzie - w kwalifikacjach do Euro 2012.